44% obywateli w krajach rozwiniętych nie ufa swojemu rządowi. Tylko około 39% deklaruje wysoki poziom zaufania. To nie opinia z Twittera. To dane z badania OECD obejmującego 30 krajów i niemal 60 tys. respondentów.
Co jeszcze z niego wynika? Im większa niepewność finansowa, tym mniejsze zaufanie. Im niższe poczucie wpływu na decyzje polityczne, tym większy dystans wobec państwa. Ludzie są w miarę zadowoleni z usług takich jak szkoły czy służba zdrowia, ale nie ufają procesowi podejmowania decyzji.
Czyli: system działa operacyjnie, ale nie budzi wiary w sens.
A co z Zetkami?
Badanie YouGov z 2024, w którym zostało zbadanych 6 700 młodych Europejczyków daje jeszcze bardziej pesymistyczne wnioski.
- 57% badanych uważa demokrację za najlepszy system, w Polsce tylko 48% respondentów tak twierdzi.
- 21% młodych dopuszcza rządy autorytarne w „pewnych okolicznościach”.
- 48% obawia się, że demokracja w ich kraju jest zagrożona.
- Tylko 6% uważa, że rząd działa dobrze i nie wymaga większych zmian.
To nie jest bunt dla buntu. To sygnał: „nie widzimy, żeby to działało tak, jak powinno”.
Przyczyna? Bardzo konkretna.
Młode pokolenie wchodziło w dorosłość w czasie kryzysu finansowego, później obserwowało napięcia polityczne i społeczne, doświadczyło pandemii, a następnie skutków wojny i inflacji. Stabilność – zarówno ekonomiczna, jak i instytucjonalna – nie była dla niego codziennością.
Do tego wystrzeliły ceny mieszkań, rynek pracy jest elastyczny, czyli niepewny, a decyzje polityczne często zmieniają się szybciej niż regulaminy uczelni.
Zaufanie buduje się na przewidywalności. A przewidywalność jest dziś towarem deficytowym.
Skutek? Warunkowe zaufanie.
Młodzi nie mówią: „nie chcemy państwa”. Mówią: „pokażcie, że to ma sens”.
Jeśli student miesiącami czeka na decyzję administracyjną, młody przedsiębiorca nie rozumie przepisów, a absolwent nie widzi ścieżki stabilności – dystans rośnie.
Internet dolewa paliwa Od 2021 r. wzrósł odsetek młodych identyfikujących się z prawą stroną sceny politycznej (z 14% do 19%), poparcie dla ostrzejszej polityki migracyjnej wzrosło z 26% do 38%. Polaryzacja rośnie. Zaufanie maleje. Algorytmy wzmacniają emocje. Państwo w feedzie naszych mediów społecznościowych częściej wygląda jak chaos niż jak instytucja.
Ale jest pojawia się jedno ważne pytanie: czy całkowita nieufność faktycznie Ci służy?
Bo brak zaufania nie tylko osłabia instytucje. Osłabia też poczucie sprawczości. Jeśli wszystko jest „ustawione”, „bez sensu” i „z góry przesądzone”, to po co się angażować?
Część problemu polega na tym, że większość z nas poznaje państwo przez nagłówki i algorytmy. A algorytmy karmią się konfliktem. Skandal klika się lepiej niż stabilność. Błąd systemu jest bardziej viralowy niż procedura, która działa poprawnie.
To nie znaczy, że problemy nie istnieją. Ale jeśli nasz obraz instytucji opiera się głównie na kryzysowych fragmentach, trudno oczekiwać, że zaufanie będzie rosło.
Może więc pierwszym krokiem nie jest „uwierzyć bardziej”, tylko zobaczyć dokładniej.
Zaufanie nie musi być bezwarunkowe. Nie musi być ideologiczne. Może być oparte na doświadczeniu. Na tym, czy procedura zadziałała. Czy decyzja była uzasadniona. Czy istnieje realna ścieżka odwołania. Czy ktoś odpowiada za swoje decyzje.
To małe rzeczy, ale właśnie one budują lub niszczą przekonanie, że system ma sens.
Jest też drugi wymiar – poczucie wpływu. Badania pokazują, że ludzie, którzy czują, że mają jakikolwiek realny wpływ na decyzje publiczne, znacznie częściej deklarują zaufanie do instytucji. Nie chodzi o wielką politykę. Czasem chodzi o doświadczenie, że głos w konsultacjach coś zmienił. Że wniosek został rozpatrzony. Że regulamin uczelni faktycznie uwzględnił uwagi studentów.
Gdy wpływ znika, zaufanie znika razem z nim
Warto też oddzielić krytyczne myślenie od cynizmu. Krytyczne myślenie polega na sprawdzaniu faktów, analizowaniu źródeł, rozumieniu mechanizmów. Cynizm zakłada, że wszyscy działają w złej wierze. To wygodne – bo daje poczucie intelektualnej wyższości. Ale długofalowo prowadzi do wycofania.
A wycofanie tworzy przestrzeń dla najbardziej radykalnych głosów.
Zaufanie w XXI wieku nie będzie już ślepą wiarą w autorytet. Będzie raczej warunkową relacją: „ufam, dopóki widzę zasady, przejrzystość i możliwość kontroli”. To dojrzalsza forma zaufania – mniej romantyczna, bardziej pragmatyczna.
Być może nie chodzi o to, żeby młodzi „zaczęli bardziej ufać”. Może chodzi o to, żeby nauczyć się ufać świadomie. Na podstawie wiedzy, doświadczenia i realnych mechanizmów, a nie wyłącznie emocjonalnych narracji.
Bo największym zagrożeniem dla demokracji nie jest krytyka. Krytyka ją wzmacnia. Największym zagrożeniem jest moment, w którym przestaje nam zależeć.
A obojętność zaczyna się właśnie tam, gdzie wszystko wydaje się niewarte zaufania.


